Blog > Komentarze do wpisu
Leh (częśc 1)
Jak napisałem w komentarzu w tym momencie zaczęła się najpiękniejsza i najprzyjemniejsza część podróży. Niestety wstępem do niej była okropna biegunka, która męczyła mnie niemal przez całą drogę z Kargil do Leh. Widać Allach postanowił ukarać mnie za złamanie postu, nie dał w pełni nacieszyć się przepięknymi widokami coraz to nowych gór. John nie wypuszczał aparatu z ręki i co chwilę wydawał komendę "window" na którą Miranda otwierała jedno z bocznych okien. Nasz samochód wspina się serpentynami po zboczu tak stromym że aż strach spojrzeć w dół, by za chwilę znaleźć się na dnie kanionu którego ściany mają kilkaset metrów. Co chwila mijamy wielkie kolorowe ciężarówki, które dzięki tym wszystkim malowidłom i błyskotkom są czymś więcej niż tylko samochodami.
Do Leh docieramy późno w nocy i od razu idziemy spać. Dopiero po przebudzeniu przecieram oczy z wrażenia, ponieważ miasto otoczone jest przepięknymi górami, a w oddali widać ośnieżone szyty. Mimo że Leh jest stolica prowincji Ladakh nie ma w sobie nic z przytłaczającej atmosfery Delhi. Nie ma tu przede wszystkim rikszarzy którzy potrafią uprzykrzyć wędrówkę po mieście. Dominują sklepiki albo markety z pamiątkami i tradycyjnymi wyrobami tybetańskimi, tzw "refugee market" co znaczy że sprzedają tam uchodźcy z Tybetu, ale nikt w natarczywy sposób nie nakłania do wejścia, ani do kupienia czegokolwiek, tym bardziej nie rzuca pogardliwych spojrzeń lub uwag gdy się wychodzi z pustymi rękami. W mieście jest też wiele biur turystycznych oferujących treking w różne miejsca, i znów szok w porównaniu z biurem w Delhi, że nawet po złożeniu propozycji wycieczki nikt nie przekonuje nas za wszelka cenę żeby kupić, nie wymyśla nowych wariantów i nie mami superpromocjami żeby natychmiast podjąć decyzję. W ten sposób szukaliśmy z Fredem i parą z Izraela wycieczki do doliny Nubry, ale ze względu na wysokie ceny w biurach postanowiliśmy spróbować jeszcze na własną rękę poszukać transportu. Nie pamiętam już ile kosztowała opcja proponowana przez biuro, nam udało się znaleźć taksówkarza który za 3,5 tys rupii zgodził się nas tam zawieźć jednego dnia i wrócić następnego.
Nazajutrz o godzinie 5ej czekamy już w umówionym miejscu na naszego kierowcę, ale nikt się nie zjawia, po pól godzinie udaje się nam do niego dodzwonić, na szczęście okazało się tylko że Fred nie do końca zrozumiał gdzie będzie na nas czekała taksówka. Już z za chwilę, ściśnięci niczym sardynki w  minibusie Suzuki, wspinamy się na najwyższą przejezdna przełęcz Khardung La 5602 m n.p.m. Cały czas jedziemy zacienioną stroną łańcucha górskiego za którym leży dolina Nubry, by przed sama przełęczą, doznać olśnienia niesamowitym widokiem Leh w pierwszych promieniach słońca z wysokości ponad 5u tysięcy metrów. Na przełęczy robimy mały postój na herbatę i krótka wojnę polsko-francusko-izraelską na śnieżki. Jeszcze ponad godzinę czasu zajmuje nam dotarcie do miejsca skąd widać dolinę Nubry. Błękitna wstążka rzeki przecina pustynne dno żłobiąc w nim fantazyjne wzory, a u stóp górskiego łańcucha ozdobionego koronką śniegu przycupnęły zielone oazy wsi i buddyjskie klasztory. Myślę że nie muszę wyjaśniać że właśnie znalazłem owo magiczne miejsce o które pytała "mimoza".

Malownicza droga do Leh

Jedna z licznych ciężarówek TATA

Klasztor buddyjski po drodze do Leh

Uliczka w Leh

Leh widziane z pałacowego wzgórza
Mnich pilnujący ruin świątyni obok Pałacu

W drodze do doliny Nubry
Przełęcz Khardung La

Pierwszy widok na dolinę Nubry

wtorek, 24 sierpnia 2010, olekpieta

Polecane wpisy

  • Autoreklama

    Jako Autor bloga pozwolę sobie na małe odstępstwo od tematu podróżniczego. Chciałbym mianowicie pochwalić się swoimi designerskimi pomysłami, z którymi wiążę pe

  • Na początek na koniec!

    Witam Jeśli ktoś trafił na mojego bloga i ma ochotę przeczytać go w kolejności chronologicznej to zapraszam od razu na sam dół strony, gdzie znajduje się pierws

  • Powrót do Delhi i do domu.

    Ostatnie dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu tego czego jeszcze nie widzieliśmy w Delhi: Mauzoleum Humajuna, Świątynię Lotosu, Kompleks Qutub. Mój paniczny strach

Komentarze
2010/08/24 10:19:26
Zachwycające surowe piękno ,płynie z tego krajobrazu wielki spokój,osiada na człowieku,zastyga...
-
2010/09/02 20:02:01
Olek:) mam nadzieję,że zlosliwy komentarz jednej osoby, nie zniechęcił Cię do pisania ?
Pozdrawiam.
-
2010/09/03 12:47:34
Hej Tak szybko się nie zrażam, chociaż ręka mi teraz drży by nie popełnić błędu gdy piszę ten komentarz:) Chwilowo mam sporo rzeczy na głowie i dlatego na chwile odpuściłem pisanie tej relacji, zwłaszcza, że tak łatwo mi to nie przychodzi, i na każdy wpis potrzebuje dużo czasu:)
pozdrawiam
-
2010/09/04 01:48:36
Jestem pod wrażeniem zdjęć. Są piękne...
-
kaszankaa
2010/11/01 10:35:35
Zazdroszczę ;) Marzę o takim oddzieleniu się od cywilizacji. No ale sponsora brak ;)