Blog > Komentarze do wpisu
O wystąpieniu Karmapy, oraz o tym jak nie zostałem profesjonalnym fotografem:)

Kolejne dni pobytu w Leh poświęciliśmy z  Fredem na zwiedzanie okolicznych klasztorów, rozstaliśmy się też ze zanjomymi z Izraela, którzy mieli zamiar trochę odpocząć i poszwędać się po lokalnych targowiskach. Zwiedzanie okolicy przy pomocy autobusów nie przysparza większych problemów, a same autobusy są w naprawdę przyzwoitym standardzie. Spotkaliśmy się jeszcze raz z Johnem i Miranda tuż przed ich wyjazdem do Manali, gdzie i my mieliśmy niedługo zamiar jechać. Przedtem jednak pojechaliśmy na wielkie plenerowe spotkanie ze wspomnianym wcześniej Lamą Karampą. Już kilka kilometrów przed rezydencją Dalajlamy w Choglamsar robił się porządny korek więc wszyscy opuścili autobus i dalej szli pieszo. W końcu dotarliśmy na wielką łąkę z budynkiem przypominającym ołtarz pośrodku, i wielkim kolorowym tłumem ludzi sadowiących się powoli na karimatach i kocach. Atmosfera trochę mniej podniosła niż na polskiej mszy z udziałem biskupa. Pobliski postument buddy ze schodkami szturmuje tłum dzieciaków, młodzi mnisi biegają jak szaleni od wielkiego kotła z herbatą pod ołtarz gdzie siedzi kilkuset mnichów oraz z kilkudziesięciu żołnierzy. Ale herbata i ryż z rodzynkami rozdawane są też zwykłym ludziom. Karmapa przemawiał w jezyku tybetańskim co eliminowało mnie z grona słuchaczy. Co dziwne nagłośnienie było naprawdę słabe i myślę że z całego tłumu tylko kilkadziesiąt najbliższych rzędów mogło cos słyszeć ze słów Lamy. Tym razem obserwując kliku fotografików którzy wyglądali na prosów postanowiłem trochę ponaśladować ich metody pracy. Okazało się że jestem w stanie podchodzić do ludzi i przystawiać obiektyw do twarzy bez nawet gestu przyzwolenia z ich strony, ale przyznam szczerze że im dłużej się zachowywałem w ten sposób tym bardziej czułem że włażę z buciorami do czyjegoś ogródka. Podczas festiwalu w Leh nie miałem już ochoty udawać prosa i cynicznie wykorzystywać każdą sytuacje nawet gdy widziałem że ktoś czuje się skrępowany gdy robię mu zdjecie. ( a moje ulubione zdjęcie z wyjazdu zostało zrobione trochę później w sytuacji wręcz odwrotnej, dużo bardziej „intymnej”, za zgodą osoby fotografowanej, i nigdy nie zapomnę kontekstu w jakim zostało ono zrobione. Otóż zaczepiła mnie bardzo młoda żebraczka która była w towarzystwie jakiegoś owrzodziałego starca. Dałem jej kilka rupii ale poprosiłem żeby mi zapozowała. Natychmiast zaczęła poprawiać swoje bardzo brudne i postrzępione ubrania a na jej twarzy pojawił się bardzo skromny i ulotny uśmiech specjalnie do tego zdjecia, który jednak nie zdołał ukryć smutku płynącego z wielkich pięknych oczu. Za każdym razem kiedy je oglądam czuje się tak samo przygwożdżony jak w momencie kiedy po zrobieniu zdjęcia odwracałem się by pójść w swoją stonę. Nawet kiedy nie patrzę na zdjecie, nieraz myślę o tym co teraz  może się dziać z tamtą smutną dziewczynka .)

Mimo że na festiwal  przyszliśmy dośc wcześnie to nie udało się nam zająć miejsc siedzących i po wystąpieniu kilku grup z różnymi tańcami bez wiekszego żalu poszliśmy kupić bilety na autobus do Manali. W drodze na jednym z checkpointów zauważyłem w rękach oficera jeszcze jeden, oprócz mojego, paszport w czerwonej okładce i byłem prawie pewien że w autobusie jest jeszcze jakiś Polak. Za chwilę podeszła do mnie Agnieszka z moim paszportem w rękach, także reszta drogi upłynęła mi w miłym towarzystwie i wreszcie po długim czasie mogłem z kimś zamienić parę słów po Polsku.

Widok z pałacu Shey

Klasztor Thiskey

Klasztor Thiskey

Klasztor Thiskey

Chmury przed wystąpieniem Karmapy

Strawa nie tylko duchowa...

Gotowanie herbaty w wielkim kotle

Młodzi Mnisi podczas nauk Karmapy

Podczas festiwalu w Leh


środa, 19 stycznia 2011, olekpieta

Polecane wpisy

  • Autoreklama

    Jako Autor bloga pozwolę sobie na małe odstępstwo od tematu podróżniczego. Chciałbym mianowicie pochwalić się swoimi designerskimi pomysłami, z którymi wiążę pe

  • Na początek na koniec!

    Witam Jeśli ktoś trafił na mojego bloga i ma ochotę przeczytać go w kolejności chronologicznej to zapraszam od razu na sam dół strony, gdzie znajduje się pierws

  • Powrót do Delhi i do domu.

    Ostatnie dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu tego czego jeszcze nie widzieliśmy w Delhi: Mauzoleum Humajuna, Świątynię Lotosu, Kompleks Qutub. Mój paniczny strach

Komentarze
los2vagabundos
2011/01/19 09:34:25
No, to się doczekaliśmy :) Dzięki!