RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Manali
Po przyjeździe do Manali, wynająlem pokój w hotelu polecanym, przez Lonleyplanet Freda (w zasadzie hotel znajduje sie w miejscowości Vashist). Oczywiście w kategorii budget, .co było widoczne zaraz po wejściu do pokoju - brudne ściany i łazienka, pościel taka że wolałem spać w śpiworze.  Hotel był za to bardzo ładnie położony na wysokiej skarpie i miał duży taras z przepięknym widokiem na góry. Z Manali musiałem wziąć rikszę. Co mnie lekko zirytowało, cena za kurs nie podlegała żadnym negocjacjom mimo że próbowałem u kilku rikszarzy. Fred miał przyjechać dzień później bo zabrakło miejsc w autobusie. Poszedłem pozwiedzać hinduistyczne świątynie wymienione w przewodniku. Trochę przypomniał mi się klimat z Karpacza i okolic świątyni Wang, podobne stoiska z koszulkami i innymi pamiątkami, kolesie proponujacy za 20 rupp zrobienie fotki na grzbiecie jaka albo z kobrą na ramieniu (no te ostatnie atrakcje może nie do końca jak w Karpaczu). Spodobała mi sie natomiast świątynia na która sie natknałem po drodze do hotelu, nie była to budowla jedynie grube drzewo, po d którym ludzie składali różne ostre przedmioty, głównie noże, a także zapałki i zapalniczki, tak jakby oddając to co może skrzywdzić drzewo, choć nie wiem czy taka interpretacja jest właściwa. Wieczorem dotarł Fred i poszliśmy wspólnie z Johnem i Mirandą na piwo. Knajpeczka do której się wybraliśmy była już pełna międzynarodowego towarzystwa w dużej części upalonego haszyszem i zrobionego piwkami. Zostaliśmy na tarasie bo chyba żadne z nas nie czuło za bardzo hipisowskiego klimatu panującego wewnątrz. Następnego dnia zaczęło mżyć.  Poszliśmy się wykąpać w goracych źródłach w Vashist. Są to bardzo stare baseny z ciekawymi ornamentami w kamieniu. Woda była troche mętna ale nie zniechęciła nas do wzięcia kąpieli. Kolejnego dnia rano padało już trochę bardziej pożegnaliśmy się z Johnem i Mirandą i z Fredem wsiedliśmy do autobusu który miał nas zawieźć do Haridwar, nad Gangesem. Padało przez calą drogę która zamiast 15h trwała ponad 20 bo autobus dwa razy się po drodze zepsuł. Gdy wysiedliśmy z autobusu święte miasto Hindusów tętniło już życiem tysięcy pielgrzymów, sadhu, straganiarzy, rikszarzy i żebraków.

hi five


świątynia drzewo


ostre przedmioty




 
  
Tagi: Manali
01:00, olekpieta
Link Komentarze (2) »